Okrutny tytuł, można pomyśleć ale czy prawdziwy?

Jak to z nami – rodzicami jest. Nasza ukochana pociecha poszła do szkoły, dumni wyprawiamy dzieci w nowy, dorosły świat. Łza się kręci w oku na uroczystości rozpoczęcia nauki, wszyscy pięknie ubrani w przystrojonych salach, atmosfera radości, dumy i może chwilę rozrzewnienia „jak te nasze dzieci szybko rosną”.

I na tym się kończy miła atmosfera, z każdym nowym rokiem szkolnym dumę i radość zastępują złość, frustracja i niecierpliwość związane z całą masą porównań i ocen.

Jak to się dzieje?

Zupełnie nie wiem, coś takiego budzi się w nas – rodzicach, czego chyba nie końca sami rozumiemy i na co nie bardzo mamy wpływ … jest silniejsze od nas.

Na początku edukacji pociecha przynosi jeszcze całkiem niezłe „oceny” – buźki, słoneczka. To moment, w którym jeszcze nauczyciele tak niepozornie wchodzą w świat „ja wiem, ty nie wiesz, więc się ucz, a JA (ten mądrzejszy) to sprawdzę i ocenię”. I zaczyna się: co dostałeś dzisiaj w szkole, a jaką ocenę masz z tej klasówki??? W zależności od oceny (albo i nie koniecznie), odpowiadamy: „A, świetnie, jestem z Ciebie dumny” lub „Hm, tylko?” lub  „Stać Cię na więcej” lub  „To nie dopuszczalne, ja w Twoim wieku miałem lepsze.” lub „A Jasiu co dostał?” przykłady można by mnożyć.

Zaraz potem czas na wnioski: „No tak, cały czas tylko ślęczysz przed tym komputerem, to czego można się spodziewać.” „Nigdy nie widziałem, żebyś się uczył. ” „Jakim cudem chcesz mieć lepsze stopnie jak uczysz się tylko z klasówki na klasówkę” (to niestety mój tekst :)).

A tuż za nimi: „koniec z telewizją” „od dzisiaj codziennie będziesz siedział i czytał przez godzinę” „koledzy dopiero jak będą odrobione lekcje” itp. itd.

No dobra, a teraz spójrzmy na to oczami osoby z zewnątrz, takiej, która nie żyje w naszej kulturze, rodzinie, społeczeństwie, oczami osoby wolnej od kultu oceny. Jednym słowem, spójrzmy na to i „przeczytajmy” bez tej całej otoczki „ukrytych znaczeń”.

I co widzimy?

Ja „zobaczyłam”:

Ocena jest ważna – decyduje o tym, czy rodzice są ze mnie zadowoleni czy nie. Rodzice to ważna grupa odniesienia – jak nie są zadowoleni to jestem nie dość dobry, jak są zadowoleni to jestem dobry.

O tym jaką dostanę ocenę decyduje nauczyciel, autorytarnie i subiektywnie. Nawet jeśli ustali jakieś kryteria to i tak to on sam jest ich autorem.  Czyli: dostanę dobrą ocenę jak odgadnę odpowiedź, którą miał na myśli nauczyciel jak konstruował pytanie.

Mogę się uczyć, nawet zmusić do tematów, które zupełnie mnie nie interesują są nudne lub sam nauczyciel mi je obrzydził. Mogę zakuwać dzień i noc poświęcając na to cenne chwile z mojego życia a i tak wpływu 100% na wynik moich wysiłków mieć nie będę. Jak będą w miarę dobrze sformułowane kryteria, jak nauczyciel przed klasówką powie na jakie odpowiedzi liczy, nawet jak będzie miał dobry nastrój i będzie wypoczęty, mój wpływ na ocenę nadal nie sięgnie 100%. Dlaczego? Bo mogę mieć tego dnia gorszy nastrój, bo kolega obok ciągle stuka długopisem i to mnie rozproszyło, bo nie doczytałem pytania, bo źle przepisałem – bo … jestem człowiekiem 🙂 a poza tym, bo takie sytuacje, jak opisałam powyżej, po prostu nie istnieją :).

Skoro nie mam wystarczającego wpływu na oceny to po co się uczyć – albo po co aż tyle się uczyć … coś tam się pouczę bo jakiś wpływ mam ale jaką mam motywację by „ślęczeć nad książkami”?

Jest jeszcze jeden, smutny wątek. Być może będę ślęczeć nad książkami, robić rzeczy, których sensu nie widzę bo … chcę by moim rodzice byli ze mnie dumni, bo chcę być przynajmniej „wystarczająco dla nich dobry”. To nie tylko smutny wątek ale i smutny komunikat dla rodzica – Twoje dziecko myśli, że oceniasz je jako człowieka patrząc na oceny jakie wystawił mu nauczyciel, którego nawet dobrze nie znasz.

No dobrze, to na czym, nam rodzicom, tak naprawdę zależy? Na tym by dziecko koncentrowało się na zgadywaniu jakiej odpowiedzi oczekuje od niego inny człowiek na zadane pytanie?

Ja bym chciała by moje dziecko było pracowite, by wkładało wysiłek w dążeniu do celu, by czuło wolność w poszukiwaniu odpowiedzi. By sięgało szczytów i miało radość z bycia na drodze do nich, by wiodło życie pełne poczucia satysfakcji, spełnienia i sensu. Mam wrażenie, że to na co mamy wpływ to właśnie na to, jaką drogę wybierzemy (a do tego potrzebna jest wolność w odnajdywaniu różnych odpowiedzi na postawione pytania) i jak ciężko będziemy na tej drodze pracować. A czy dojdziemy na szczyt … tego nie wiem ale małe sukcesy po drodze, wysiłek jaki w nią włożę przyniesie radość i poczucie wpływu, no i to, że ciągle będę szła.

Gdy będę myślała inaczej, gdy tylko cel będzie się liczył, co więcej, gdy będzie się liczyło to czy inni uznają ten cel, to jak pogodzić się z porażką, skąd wziąć motywację by znów w drogę wyruszyć, jak cieszyć się życiem?

Chcemy wychować dorosłych, odważnie dążących do celu, śmiało i z radością podejmujących kolejne wyzwania, szczęśliwych i wolnych ludzi. To nagradzajmy wysiłek, odwagę i poczucie wolności w znajdowani odpowiedzi a nie starania w sprostaniu cudzych oczekiwań. Odpuśćmy pytanie o ocenę, zamieńmy je w pytanie o to czego, pisząc tę klasówkę, się nauczył o sobie. Nagradzajmy wysiłek i bądźmy dumni ze swoich dzieci, nie z ich osiągnięć ale z tego, że po prostu są.

Czego wszystkim nam, rodzicom, z całego serca życzę!