Rozwód to często prawdziwy dramat … czasami jej, czasami jego, czasami ich oboje ale zawsze dramat dziecka. Rodzice kompletnie zniewoleni swoim cierpieniem nierzadko popadając w depresje zupełnie z oczu  tracą tych, którzy są zupełnie na drugim planie. I z pewnością trudno tu szukać winnych, ból jest tak wielki że trudno kogokolwiek osądzać.

Ale dzieci, czy to widzimy czy nie, są w tym i nasz dramat zawsze będzie nieporównywalnie mniejszy od ich dramatu. Nasza sytuacja jest znana, do rozwodu doprowadziło co najmniej kilka miesięcy. Mamy wiedzę, mogliśmy się przygotować, jesteśmy dorośli, mamy więcej instrumentów obronnych, większą świadomość, wiemy gdzie szukać pomocy. A one, zaskoczone, rozdarte pomiędzy dwojgiem najbliższych, nierzadko wrzucone w nowy związek jednego z rodziców. Niczemu nie winne, zdezorientowane, bezbronne, nie uzbrojone w żadne dorosłe narzędzia, samotne.

Dalej już tylko jest gorzej, maluch w tym swoim lęku, co dzień staje się „gorszy”, swoim zachowaniem dostarcza nam jeszcze więcej nerwów, przykrości. Gdy czas mija, dziecko dorasta a w nim ból i lęk, zepchnięty do podświadomości przeradza się w bardziej wyrafinowane złośliwości, demonstracje nienawiści, braku szacunku. Jego „wołanie o pomoc” jeszcze bardziej nas przygnębia, wykańcza, doprowadza do rozpaczy. Oddalamy się, odłączamy, nie dajemy rady. Ono coraz głośniej „woła” a nas to coraz bardziej rani.

Jak w tym naszym bólu znaleźć miejsce na ból jeszcze większy … naszego dziecka?

To bardzo trudne, czasem wręcz niemal nie możliwe ale … możemy się zabezpieczyć:

  1. Poprosić bliską osobę o pomoc. My w swoim trudzie, cierpieniu możemy nie zauważać, opacznie interpretować zachowanie naszego dziecka. Znajdźmy osobę życzliwą, która wesprze nas w tych trudnych chwilach, pomoże odczytać właściwie sygnały, wesprze nasze dziecko, nie pozwoli nam oddalić się zbyt bardzo.
  2. Poprośmy nowego partnera/partnerkę o wsparcie. To jego/jej stosunek w tych chwilach dla dziecka będzie miał kluczowe znaczenie.
  3. Profesjonalna pomoc w takiej sytuacji nie jest wstydem, przesadną reakcją ale jak najbardziej właściwym „zabezpieczeniem” naszej rodziny w tych trudnych miesiącach. Jeśli na co dzień nam trudno, brak czasu, przytłoczeni własnymi problemami, często zmaganiem z własnym cierpieniem zarezerwujmy jedną godzinę w tygodniu na spotkania i profesjonalną pomoc. Często taka jedna godzina terapii rodzinnej (mama, tata, dziecko a czasem ojczym lub macocha jak jedno z rodziców nie da się namówić) będzie dla malucha „światełkiem w tunelu”, do czasu kiedy my uporamy się z naszym cierpieniem i będziemy znów na tyle silni by i jego ból wziąć na siebie.

Często słyszę oburzonych na rodziców innych, którzy doświadczenia rozwodu nie mają w swoim życiorysie. Słyszymy, że dziecko jest najważniejsze, że niczemu nie winne, że rozwodzący się rodzice nie mają prawa o nim zapominać. Że powinni się wyrzec swoich problemów, depresji na rzecz troski o własne pociechy. Ale co w sytuacji gdy nie mają tyle siły, gdy ich własne nieszczęście niszczy, czarna rozpacz zaślepia, często dopada depresja. Nie oskarżajmy łatwo, podajmy rękę, ofiarujmy pomoc i wsparcie.