Jakiś czas temu wpadło mi przypadkowo do ręki pewne ćwiczenie dla rodziców. Nie wiedziałam ani jaki jest cel tego ćwiczenia, nie znałam klucza odpowiedzi, nie wiedziałam w jakim rodzicielskim problemie jest stosowane. Po przeczytaniu treści byłam wstrząśnięta i zaczęłam wątpić czy rzeczywiście rodzice mają być jego odbiorcami. Przeczytałam historię kobiety, do której domu mąż przyprowadza drugą żonę i mówi jej, że teraz będą szczęśliwsi bo rodzina się powiększa, bo będzie miała pomoc no i towarzystwo. Pewnie każdy z nas łatwo potrafi sobie wyobrazić co w takiej sytuacji czuła ta kobieta, jak bardzo zmieniło się jej życie, jak trudna byłaby to dla niej sytuacja.

Zadzwoniłam do koleżanki, w której materiałach to ćwiczenie znalazłam. Zapytana o nie opowiedziała o jego zastosowaniu i celu. Zamarłam, ćwiczenie jest rzeczywiście przeznaczone dla rodziców. Ma uświadomić im jak czuje się ich syn czy córka w sytuacji kiedy na świat przychodzi rodzeństwo.

Przyjście na świat siostry lub brata to bardzo trudne doświadczenie dla dziecka. Rodzice w euforii narodzin nowego życia często nie potrafią zauważyć jak drastycznie inaczej ten świat wygląda oczami starszego dziecka. Ćwiczenie pokazywałam różnym rodzicom, najczęściej odpowiadali, że jest przesadzone, ukazuje wyolbrzymiony problem. Z czasem zapomniałam o nim, uznając że nie do końca jest pożyteczne skoro sami rodzice uznali je za „przerysowane”.

Aż zaczęły się spotkania z rodzicami dzieci, które sprawiają problemy. Dzieci były w różnym wieku, dzieci z etapu szkoły podstawowej, gimnazjalne i nawet starsze, których rodzeństwo ma już dobre kilka lat. Wiele z tych problemów okazało się mieć źródło w problemie młodszego rodzeństwa.

Dlaczego o tym piszę? Bo to jednak nie było przerysowane ćwiczenie, dzieci właśnie tak widzą ten zmieniony świat (zdecydowanie w mniejszym stopniu dotyczy to rodzeństwa, gdzie różnica wieku jest duża, 7-10 lat). Tylko ani rodzice ani one same, w konsekwencji, nie dają sobie prawa do takiego odczuwania. Dookoła my i dzieci słyszą, że rodzeństwo to samo dobro, większa rodzina, cud narodzin, że należy się tylko cieszyć itp., często my, babcie, ciocie, dziadkowie mówią wprost dzieciom co mają czuć „ciesz się, nie będziesz już nigdy sam, będziesz miał się z kim bawić, powinieneś być wdzięczny swoim rodzicom” itp. I to wszystko prawda ale negowanie świata dziecka w takiej chwili spycha tylko to odczucie do podświadomości a ono znajdzie moment by wyjść któregoś dnia w zupełnie innej formie nie poznane przez nikogo.

Dzieci, liczne rodziny to wielki cud i wielkie szczęście, nie ma co do tego wątpliwości. Jest jednak ktoś kto, szczególnie na początku, czuje się jak żona do domu której mąż przyprowadził nową, młodszą, słodszą, atrakcyjniejszą dla otoczenia. Pamiętajmy o tym i bacznie obserwujmy czy czasem swoim „złym” zachowaniem nasz starszy syn czy córka nie woła o pomoc bo nie radzi sobie z nową sytuacją.