Być wystarczająco dobrym rodzicem.

Wymówka dla codziennych błędów, lenistwa czy inspiracja do zmiany, rozwoju.

Żyjemy szybko. Pracujemy, uprawiamy sporty, zdrowo się odżywiamy, wyjeżdżamy na wakacje. DBAMY o nasze dzieci. Zdrowo odżywiamy, pilnujemy by za dużo nie oglądały telewizji, nie przesiadywały przed komputerem. Szukamy dobrych przedszkoli, szkół, uczymy języków, wybieramy inspirujące zajęcia dodatkowe. DBAMY o nie.

CZY JESTEŚMY WYSTARCZAJĄCO DOBRYMI RODZICAMI?

To termin ukuty już dawno temu. Miał pomóc zestresowanym matkom, które musząc połączyć pracę zawodową (ciężką, wymagającą, zajmującą dużo więcej niż 8 godzin dziennie) z obowiązkami domowymi. Rzeczywiście ciężko zestresowane popadały w depresje z powodu zbyt dużych wymagań narzuconych ich roli.

Dziś mamy trochę inną sytuację. Pracujemy dużo ale już się do tego trochę przyzwyczailiśmy, już potrafimy sobie codzienne obowiązku tak poukładać by wygospodarować czas na sport, kino czy spotkania ze znajomymi. Obowiązki domowe wraz z rodzicielskimi coraz częściej rozkładają się na oboje małżonków. Nie mówiąc już o innych udogodnieniach, np. technologicznych, typu zakupy przez Internet (także spożywcze).

Dziś bycie WYSTARCZAJĄCO DOBRYM RODZICEM stało się raczej wymówką, stosowaną gdy jednak czasem, na chwilkę, dopadną nas jakieś wątpliwości.

Dziś bycie WYSTARCZAJĄCO DOBRYM RODZICEM  to zdecydowanie za mało, dziś trzeba być DOBRYM RODZICEM.

Ciekawe czy zdajemy sobie sprawę jak wielki wpływ mamy na przyszłość naszych dzieci. I nie mam na myśli tu wcale ukończonych szkół, znajomości języków czy zdrowego trybu życia. My mamy wpływ na to, czy nasze dziecko będzie szczęśliwe, czy będzie dobrym człowiekiem, jaki świat zbudują dla naszych wnuków. Często starsze pokolenie narzeka na młodsze, a to że nie uprzejmi, a to że nie ambitni, a to że leniwi. Jak to się dzieje, że patrzymy na naszych wychowanków i nie czujemy się odpowiedzialni za to jak „wyglądają”? Nasze dzieci są takie jakimi ich stworzyliśmy, zwalanie całej odpowiedzialności na media, szkołę, środowisko jest wysokim nadużyciem. Posiadanie dzieci to niezwykła ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Niestety chyba jej nie czujemy. Wykształcenie i mieszkanie na start, to jest maksimum naszego myślenia o przyszłości. A szkoda bo w naszej starości możemy zostać sami na łasce obcych, opłaconych (jeśli będzie nas stać) opiekunów, pielęgniarek. I to nie wina „wyrodnych” dzieci będzie ale nasza, tylko i wyłącznie nasza.